o mnie

poniedziałek, 3 października 2016

Czarny protest

Nie jestem za aborcja, ale za prawem kobiety do wyboru, prawem do decydowania o sobie i podejmowania decyzji zgodnie z własnym sumieniem. Każda kobieta powinna mieć prawo decydowania co jest dla niej dobre. Dlatego dzisiaj wrzucam Wam jeden z moich wcześniejszych postów.


Aborcja

Ostatnio zrobiło się szalenie głośno na temat nowego przepisu w sprawie całkowitego zakazu aborcji. Cieszę się, że tylu ludzi zaangażowało się, i to zarówno kobiet i mężczyzn, by zaprotestować przeciwko pozbawieniu kobiet prawa do podjęcia jakże trudnej, ale własnej decyzji, czyli po prostu prawa wyboru.

Tam gdzie w grę wchodzi ludzkie życie należy się wyczucie sytuacji i mądre przemyślenia, są to przecież trudne decyzje i niezależnie od wyboru, to właśnie kobieta poniesie ich konsekwencje.

Tym bardziej, że aborcja to nie rozrywka czy widzimisię, albo zabieg podobny do manikiur czy pedikiur, ale jest to ingerencja, która może nieść ze sobą duże ryzyko. Może się na przykład zdarzyć, że kobieta straci możliwość posiadania dzieci. A już zwłaszcza niewłaściwie wykonana aborcja może spowodować duży uszczerbek na zdrowiu, a nawet utratę życia z powodu zakażenia, czy też wykrwawienia.

Nie da się zwalczyć aborcji i żadne prawo tego nie zmieni! Zakaz legalnej, spowoduje tylko wzrost turystyki aborcyjnej, a co za tym idzie, będzie to aborcja niebezpieczna, nielegalna, wykonana byle jak, gdzieś w piwnicy czy garażu, z dużymi kosztami dla jednostki, jak i społeczeństwa.

W polskich szkołach uczy się dzieci zbędnych, pustych regułek, a tak naprawdę podstawowych sposobów do radzenia sobie w życiu, czy planowania rodziny nadal niestety brak.

W Norwegii niechcianą ciążę można usunąć do 12 tygodnia życia płodu i to kobieta sama decyduje o tej decyzji - jej ciało, jej życie, jej decyzja. Tutaj kobieta jest traktowana jako wolny człowiek, który ma prawo do podejmowania własnych decyzji co do zdrowia, szkoły, ubioru, zawodu, itd. Nie wszystkim obcokrajowcom się to podoba, widząc np. kobietę kierującą samochodem, ale nie mają wyboru i im prędzej się z tym pogodzą, tym lepiej.

Kiedyś przeczytałam artykuł o pewnej norweskiej studentce i jej stosunku do aborcji. Dziewczyna zawsze była przeciwna aborcji, ale wracając pewnego dnia z dyskoteki została napadnięta i brutalnie zgwałcona. Nie zgłosiła tego nikomu, bo zwyczajnie było jej wstyd. Po pewnym czasie okazało się, że jest w ciąży. Ona miała już swoje plany na życie i trudno było jej to teraz zmieniać, jednak aborcja w jej przypadku nie wchodziła w grę, bo uważała, że nie dałaby sobie rady z wyrzutami sumienia, a i to maleństwo przecież niczemu nie było winne. Zaczęła więc zmieniać swoje plany, postanowiła wziąć dziekankę, dorabiać na pisaniu, itd. Po jakimś czasie wzięła do ręki gazetę, a tam na pierwszej stronie zobaczyła zdjęcie poszukiwanego, groźnego mordercy. Od razu rozpoznała jego twarz. Dziewczyna zapominała o swoim dotychczasowym stosunku do aborcji i szybko zgłosiła się do szpitala, by usunąć jego potomka (jej oczywiście też, ale teraz wyrzuty sumienia ustąpiły).

Inna historia, która nasuwa mi się na myśl w związku z ostatimi wydarzeniami dotyczy mojej przyjaciółki. Poleciała ona z mężem i trójką małych dzieci do Afryki, skąd pochodziła. Podczas trzeciego tygodnia pobytu zaczęły łapać ją ciągłe skurcze, boleści brzucha, gorączka i wymioty. Objawy te pojawiały się i ustępowały. Pomyślała, że złapała świńską grypę, bo właśnie wtedy panowała jej epidemia. Prawie cały urlop przeleżała i nie mogła się doczekać kiedy już wrócą do Norwegii, by mogła się udać do swojego rodzinnego lekarza i wykurować. Po drodze na lotnisko też się fatalnie czuła, a na lotnisku zaczęła wymiotować. Samolot był opóźniony, a ona cały ten czas spędziła w toalecie. W końcu nadano komunikat, że samolot jest gotowy na przyjęcie pasażerów. Moja przyjaciółka wychodzi więc z toalety, pada na podłogę i traci przytomność.

Z lotu nici, przyjeżdża pogotowie i zabiera ją do szpitala, jej matka ma do wyboru: podpisać zgodę na operację córki, albo nie podpisać. Lekarz informuje, że jak podpisze to jest 50% szansa, że przeżyje, a jak nie podpisze to jej córka nie ma żadnych szans.

Operacja się udała, okazało się, że kobieta była w ciąży pozamacicznej i doszło do zapalenia otrzewnej. Lekarz poinformował również, że gdyby wsiadła w ten samolot, to by nie przeżyła lotu ze względu na brak tlenu w powietrzu. Moja przyjaciółka jest bardzo religijna i nigdy w życiu nie dokonałaby aborcji.

Sytuacja miała miejsce w Etiopii, aż strach pomyśleć co by było gdyby to miało miejsce w Polsce po zaostrzeniu ustawy aborcyjnej. Ja straciłabym przyjaciółkę, jej mąż zonę, trójka małych dzieci matkę, rodzice córkę, rodzeństwo siostrę, zakład pracy bardzo dobrą pracownicę, itd.

Chociaż inne pytanie, które może się też nasuwać to, jak w takiej sytuacji będą traktowane Polki, które mieszkają za granicą, a tylko tymczasowo zatrzymują się w Polsce i posiadają EU kartę ubezpieczeniową (za zabieg płaci wtedy państwo, w którym dziewczyna mieszka)? Czy im też się odmówi prawa do decyzji? A co z dziewczyną z innego kraju przebywającą w Polsce na stałe, czy też tymczasowo? Czy w razie nagłego zagrożenia życia z powodu ciąży będą musiały szybko wziąć taksówkę i pognać za granicę Polski, by ratować życie i zdrowie?

Jaki z tego wniosek? Czesto punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Tak jest po części dlatego, iż trudno jest nam postawic się w sytuacji innej osoby. Z tego też powodu powinniśmy się powstrzymać od podejmowania decyzji za innych, tylko dlatego, że mamy taką władzę.

P.S. Okolo 80% aborcji dokonywanych jest pod wpływem nacisku ze strony partnera czy tez rodziny.