o mnie

piątek, 7 października 2016

Mama, auto i ja – wspomnienie z wakacji


Jadę samochodem, stary rocznik, jakich już mało na polskich drogach. Jeszcze 5 lat temu prawie się nie wyróżniał, ale teraz już zdecydowanie zwraca na siebie uwagę tak, że moja 18-letnia bratanica nie chce do niego wsiadać, bo mówi, że wstyd. Mnie osobiście to nie rusza, jest to wygodny środek lokomocji, poza tym pamiątka po Ojcu, któremu zależało na tym, byśmy mieli się czym poruszać w Polsce. Dzieci dumne i zadowolone, że jedziemy samochodem dziadka. Nie ma on już właściwie żadnej wartości, tj. jego wartość rynkowa to cena jednego ubezpieczenia. Ale nie o pieniądze tutaj chodzi, bo ma on dla nas inną, większą wartość, której nie da się przeliczyć na pieniądze.

Poza tym, mimo, że pojazd jest stary, to co roku spokojnie przechodzi wszystkie kontrole i żadna rdza go nie łapie. Stoi sobie w garażu, a w razie jakiejś awarii czy w sytuacji kryzysowej, służy również mojemu rodzeństwu. Na rok wyjeżdża jakies 3-5 tys kilometrów, więc nie jest źle. A nawet jak postoi bez jazdy rok, to odpala od ręki.

A my dbamy o niego, oddajemy na warsztat, by wymienić co trzeba i obchodzimy się z nim delikatnie, by służył nam jak najdłużej.

Jedynym mankamentem jest fakt, że jak jest na pół ciepły to trudno mu zaskoczyć i kaszle, charczy i jechać nie chce, mimo iż ma się gaz do dechy. To może być frustrujące, zwłaszcza gdy Mama siedzi obok i doradza (poucza): masz trojkę? Wrzuciłaś już na trojkę? Najśmieszniejsze z tego jest to, że moja mama nie ma prawa jazdy, ba, nigdy go nie miała, a o jeździe samochodów wydawałoby się wie najlepiej.