o mnie

piątek, 14 października 2016

Pyszne rogaliki z żółtym serem

Jestem mamą nastolatków, a to wymaga ode mnie pomysłowości w kuchni tak by było nie tylko smacznie, ale i w miarę zdrowo.

Moje dzieci od czasu do czasu podrzucają mi pomysł na jakaś potrawę czy tez wypieki. Te rogaliki chodziły za moja córką od dawna, wiec piekłyśmy razem.

Rogaliki z serem pasują na drugie śniadanie do szkoły, na trening, mecz, czy wyprawę w teren. Fajnie sprawdzają się tez na urodzinach. Nadmiar można zamrozić i wyjmować w razie potrzeby.

Potrzebujesz

Żółty ser w plasterkach około 24 sztuk

1 jajko do posmarowania

Sezam lub mak na posypkę

Ciasto

1 kg maki

1 pk ( 50g) drożdży

2 łyżki cukru

1 łyżeczka soli

65g margaryny

1 szklanka mleka

1 1/ 2 szklanki wody

Wykonanie

1.       Wsyp do miski mąkę, drożdże, cukier, sól, mleko i wodę. Rozpuść margarynę i dodaj na końcu i wszystko razem wymieszaj. Odstaw na 1 godz. do wyrośnięcia.

2.       Podziel ciasto na 3 części, rozwałkuj jak na pizzę i podziel na 8 trójkątów.

3.       Nałóż ser i zwiń w rogaliki od szerszej strony rozpoczynając.

4.       Nagrzej piekarnik do temp 200 stopni C

5.       Zostaw na blacie z papierem do pieczenia około 15 min do wyrośnięcia. Posmaruj roztrzepanym jajkiem i możesz dodać posypkę.

6.       Piec w temp 200 stopni C około 15-20 minut, aż się zarumienią.

7.       Odczekaj do wystygnięcia, choć cieple tez są bardzo pyszne.

8.       SmacznegoJ
 
 

piątek, 7 października 2016

Mama, auto i ja – wspomnienie z wakacji


Jadę samochodem, stary rocznik, jakich już mało na polskich drogach. Jeszcze 5 lat temu prawie się nie wyróżniał, ale teraz już zdecydowanie zwraca na siebie uwagę tak, że moja 18-letnia bratanica nie chce do niego wsiadać, bo mówi, że wstyd. Mnie osobiście to nie rusza, jest to wygodny środek lokomocji, poza tym pamiątka po Ojcu, któremu zależało na tym, byśmy mieli się czym poruszać w Polsce. Dzieci dumne i zadowolone, że jedziemy samochodem dziadka. Nie ma on już właściwie żadnej wartości, tj. jego wartość rynkowa to cena jednego ubezpieczenia. Ale nie o pieniądze tutaj chodzi, bo ma on dla nas inną, większą wartość, której nie da się przeliczyć na pieniądze.

Poza tym, mimo, że pojazd jest stary, to co roku spokojnie przechodzi wszystkie kontrole i żadna rdza go nie łapie. Stoi sobie w garażu, a w razie jakiejś awarii czy w sytuacji kryzysowej, służy również mojemu rodzeństwu. Na rok wyjeżdża jakies 3-5 tys kilometrów, więc nie jest źle. A nawet jak postoi bez jazdy rok, to odpala od ręki.

A my dbamy o niego, oddajemy na warsztat, by wymienić co trzeba i obchodzimy się z nim delikatnie, by służył nam jak najdłużej.

Jedynym mankamentem jest fakt, że jak jest na pół ciepły to trudno mu zaskoczyć i kaszle, charczy i jechać nie chce, mimo iż ma się gaz do dechy. To może być frustrujące, zwłaszcza gdy Mama siedzi obok i doradza (poucza): masz trojkę? Wrzuciłaś już na trojkę? Najśmieszniejsze z tego jest to, że moja mama nie ma prawa jazdy, ba, nigdy go nie miała, a o jeździe samochodów wydawałoby się wie najlepiej.

poniedziałek, 3 października 2016

Czarny protest

Nie jestem za aborcja, ale za prawem kobiety do wyboru, prawem do decydowania o sobie i podejmowania decyzji zgodnie z własnym sumieniem. Każda kobieta powinna mieć prawo decydowania co jest dla niej dobre. Dlatego dzisiaj wrzucam Wam jeden z moich wcześniejszych postów.


Aborcja

Ostatnio zrobiło się szalenie głośno na temat nowego przepisu w sprawie całkowitego zakazu aborcji. Cieszę się, że tylu ludzi zaangażowało się, i to zarówno kobiet i mężczyzn, by zaprotestować przeciwko pozbawieniu kobiet prawa do podjęcia jakże trudnej, ale własnej decyzji, czyli po prostu prawa wyboru.

Tam gdzie w grę wchodzi ludzkie życie należy się wyczucie sytuacji i mądre przemyślenia, są to przecież trudne decyzje i niezależnie od wyboru, to właśnie kobieta poniesie ich konsekwencje.

Tym bardziej, że aborcja to nie rozrywka czy widzimisię, albo zabieg podobny do manikiur czy pedikiur, ale jest to ingerencja, która może nieść ze sobą duże ryzyko. Może się na przykład zdarzyć, że kobieta straci możliwość posiadania dzieci. A już zwłaszcza niewłaściwie wykonana aborcja może spowodować duży uszczerbek na zdrowiu, a nawet utratę życia z powodu zakażenia, czy też wykrwawienia.

Nie da się zwalczyć aborcji i żadne prawo tego nie zmieni! Zakaz legalnej, spowoduje tylko wzrost turystyki aborcyjnej, a co za tym idzie, będzie to aborcja niebezpieczna, nielegalna, wykonana byle jak, gdzieś w piwnicy czy garażu, z dużymi kosztami dla jednostki, jak i społeczeństwa.

W polskich szkołach uczy się dzieci zbędnych, pustych regułek, a tak naprawdę podstawowych sposobów do radzenia sobie w życiu, czy planowania rodziny nadal niestety brak.

W Norwegii niechcianą ciążę można usunąć do 12 tygodnia życia płodu i to kobieta sama decyduje o tej decyzji - jej ciało, jej życie, jej decyzja. Tutaj kobieta jest traktowana jako wolny człowiek, który ma prawo do podejmowania własnych decyzji co do zdrowia, szkoły, ubioru, zawodu, itd. Nie wszystkim obcokrajowcom się to podoba, widząc np. kobietę kierującą samochodem, ale nie mają wyboru i im prędzej się z tym pogodzą, tym lepiej.

Kiedyś przeczytałam artykuł o pewnej norweskiej studentce i jej stosunku do aborcji. Dziewczyna zawsze była przeciwna aborcji, ale wracając pewnego dnia z dyskoteki została napadnięta i brutalnie zgwałcona. Nie zgłosiła tego nikomu, bo zwyczajnie było jej wstyd. Po pewnym czasie okazało się, że jest w ciąży. Ona miała już swoje plany na życie i trudno było jej to teraz zmieniać, jednak aborcja w jej przypadku nie wchodziła w grę, bo uważała, że nie dałaby sobie rady z wyrzutami sumienia, a i to maleństwo przecież niczemu nie było winne. Zaczęła więc zmieniać swoje plany, postanowiła wziąć dziekankę, dorabiać na pisaniu, itd. Po jakimś czasie wzięła do ręki gazetę, a tam na pierwszej stronie zobaczyła zdjęcie poszukiwanego, groźnego mordercy. Od razu rozpoznała jego twarz. Dziewczyna zapominała o swoim dotychczasowym stosunku do aborcji i szybko zgłosiła się do szpitala, by usunąć jego potomka (jej oczywiście też, ale teraz wyrzuty sumienia ustąpiły).

Inna historia, która nasuwa mi się na myśl w związku z ostatimi wydarzeniami dotyczy mojej przyjaciółki. Poleciała ona z mężem i trójką małych dzieci do Afryki, skąd pochodziła. Podczas trzeciego tygodnia pobytu zaczęły łapać ją ciągłe skurcze, boleści brzucha, gorączka i wymioty. Objawy te pojawiały się i ustępowały. Pomyślała, że złapała świńską grypę, bo właśnie wtedy panowała jej epidemia. Prawie cały urlop przeleżała i nie mogła się doczekać kiedy już wrócą do Norwegii, by mogła się udać do swojego rodzinnego lekarza i wykurować. Po drodze na lotnisko też się fatalnie czuła, a na lotnisku zaczęła wymiotować. Samolot był opóźniony, a ona cały ten czas spędziła w toalecie. W końcu nadano komunikat, że samolot jest gotowy na przyjęcie pasażerów. Moja przyjaciółka wychodzi więc z toalety, pada na podłogę i traci przytomność.

Z lotu nici, przyjeżdża pogotowie i zabiera ją do szpitala, jej matka ma do wyboru: podpisać zgodę na operację córki, albo nie podpisać. Lekarz informuje, że jak podpisze to jest 50% szansa, że przeżyje, a jak nie podpisze to jej córka nie ma żadnych szans.

Operacja się udała, okazało się, że kobieta była w ciąży pozamacicznej i doszło do zapalenia otrzewnej. Lekarz poinformował również, że gdyby wsiadła w ten samolot, to by nie przeżyła lotu ze względu na brak tlenu w powietrzu. Moja przyjaciółka jest bardzo religijna i nigdy w życiu nie dokonałaby aborcji.

Sytuacja miała miejsce w Etiopii, aż strach pomyśleć co by było gdyby to miało miejsce w Polsce po zaostrzeniu ustawy aborcyjnej. Ja straciłabym przyjaciółkę, jej mąż zonę, trójka małych dzieci matkę, rodzice córkę, rodzeństwo siostrę, zakład pracy bardzo dobrą pracownicę, itd.

Chociaż inne pytanie, które może się też nasuwać to, jak w takiej sytuacji będą traktowane Polki, które mieszkają za granicą, a tylko tymczasowo zatrzymują się w Polsce i posiadają EU kartę ubezpieczeniową (za zabieg płaci wtedy państwo, w którym dziewczyna mieszka)? Czy im też się odmówi prawa do decyzji? A co z dziewczyną z innego kraju przebywającą w Polsce na stałe, czy też tymczasowo? Czy w razie nagłego zagrożenia życia z powodu ciąży będą musiały szybko wziąć taksówkę i pognać za granicę Polski, by ratować życie i zdrowie?

Jaki z tego wniosek? Czesto punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Tak jest po części dlatego, iż trudno jest nam postawic się w sytuacji innej osoby. Z tego też powodu powinniśmy się powstrzymać od podejmowania decyzji za innych, tylko dlatego, że mamy taką władzę.

P.S. Okolo 80% aborcji dokonywanych jest pod wpływem nacisku ze strony partnera czy tez rodziny.

 

piątek, 30 września 2016

Spotkanie z koleżankami- wspomnienie z wakacji


 

Wakacje się skończyły, ale pozostały miłe wspomnienia, które będą nam teraz umilać codzienność. Jednym z takich powakacyjnych wspomnień jest letnie spotkanie z koleżankami z ogólniaka. Na to spotkanie umówiliśmy się przez utworzoną zamkniętą grupę na fb. W grupie jest pewnie połowa naszej byłej klasy, ale umówiło się kilka osób. By chętnym pasowało, zaproponowałam małą zmianę daty. Koleżanki zaakceptowały, a ja już nie potwierdziłam ostatecznie nowej daty. Jak to przed wakacjami bywa, człowiek próbuje wszystko ogarnąć i coś mu tam jednak umknie uwadze. Na dodatek wakacje, trochę na własne życzenie, miałam bez Internetu. Przed spotkaniem sprawdziłam tylko wiadomości, zero pytań, aż nieprawdopodobne, bo umawialiśmy się ponad 2 tygodnie temu, tj. przed moim przylotem i jak znam życie coś komuś zazwyczaj w ostatniej chwili wypadnie, a tutaj nic. Zero! Wiec idę na spotkanie do lokalnej kafejki, wybieram stolik, siadam i czekam. Mija 10 minut i nic. O! mam zasięg. Piszę na grupie, czy dziewczyny pamiętają o spotkaniu, bo ja siedzę i czekam na nie. Dziewczyny sprawdzają i zero odzewu. Posiedziałam tak z pół godziny, przeglądając pocztę i popijając kawę, a potem poszłam na miasto pochodzić. Wróciłam do domu siostry i doszłam do wniosku, że musiałam popełnić błąd nie potwierdzając i nie przypominając o spotkaniu. Trafiłam, zgadza się, ale dziewczyny też biorą samokrytykę, bo tak samo mogły się dopytać w sprawie wątpliwości. Okazało się, że miały straszną ochotę na to spotkanie i telefony aż się grzały, a fb milczał. W końcu na spontana zaproponowałam następnego dnia spotkanie. I wypaliło, a nawet było nas jeszcze więcej - super fajna niespodzianka. Usiadłyśmy przy długim stole i popijając mrożoną kawę z lodem, ubrane typowo letnio, opowiadałyśmy sobie przeróżne historie z naszego życia. Oczywiście, zebrało się też na wspomnienia z tych 4 wspólnych lat w jednej klasie. Takie spotkanie organizowałyśmy już kilka razy, za każdym razem nasze grono się powiększa, a za rok mamy marzenie spędzić z sobą czas aż do rana. Jak to jedna z koleżanek wspominała, kiedy na kilka dni przed końcem szkoły pojechała na imprezę do drugiej, a ta do niej: słuchaj, ty to nawet całkiem fajna jesteś.

Tak - odkrywamy i poznajemy się ciągle na nowo J

piątek, 16 września 2016

Leki z apteki- wspomnienie z wakacji


 
Mamy więcej leków, lecz mniej zdrowia (paradoks naszych czasów Dalai Lama).

 To co przykuło moją uwagę w polskiej tv, to ogromna ilość reklam leków. Patrząc na te reklamy wydawać by się mogło, że lek jest dobry na wszystko - taki lek na całe zło. W Polsce kiedy boli, to od razu do apteki, a w Norwegii jak boli, to wiem, że żyję, dlatego kiedy coś dolega, to po prostu bierze się Paracetamol i jest to taki lek na wszystko, w Anglii jest podobnie. Polacy za to, zaraz po Francuzach, zużywają najwięcej leków, zwłaszcza leków bez recepty.

I tak, masz kaca - weź Riboston. Skórcze, bóle brzucha? Najlepsza będzie Deespa, której reklama nadal mi dźwięczy w uszach. Dokuczają ci ciężkie nogi? - Detramax pomoże. Taniec twoją pasja, a ból ci dokucza, to najlepszy będzie Nurofen. Mąż Ci chrapie, kup mu Desnoran. Apap na napięciowy ból głowy to najlepsza opcja, bo pani w reklamie jest przekonana, iż już połowa Polaków go bierze (nie bądź inny, bierz apap). Masz biegunkę? Weź Stoperan - szybko leczy biegunkę i działa na 100%. Moje dzieci aż się przeraziły, sto procent to ich zdaniem stanowczo za duża skuteczność, bo co potem? Pytam się dzieci jak myślą, ile jest prawdy w takiej reklamie. One mówią, że około 30%, a ja obawiam się, że ta ilość jest nieco zawyżona. Moje dzieci tak nasłuchały się tych polskich reklam, że do tej pory chodzą i mówią: działa jak ja, czyli szybko i skutecznie.

Jakby nie patrzeć, to każdy znajdzie w aptece coś dla siebie, nic więc dziwnego, że zawsze natrafiałam tam na kolejkę.

piątek, 9 września 2016

Zadanie domowe- brak


 

Rodzice uczniów drugiej klasy szkoły podstawowej w Teksasie otrzymali list od nauczycielki, który pewna matka wrzuciła na fb, a który zaliczył ogrom udostępnień. Treść listu brzmiała mniej więcej tak:

Po pewnych doświadczeniach, w tym roku postanowiłam spróbować czegoś nowego. Dzieci nie będą dostawały zadania domowego, a jedynie dokończenie tego, czego nie zdążyli zrobić na lekcjach. Chciałabym Was prosić, abyście spędzali popołudniowy czas wspólnie z dziećmi, jedząc wspólnie posiłki, czytając bajki, bawiąc się razem, a następnie kładli dzieci wcześnie spać.

Również w Norwegii od 2012 roku nie ma już obowiązku robienia zadań domowych w domu, a dzieci mają możliwość dwa razy w tygodniu,  zostać jedną godzinę po lekcjach i odrobić zadania domowe pod okiem nauczyciela w szkole. Jedyne co im pozostaje, to codzienne czytanie przy boku rodzica w domu.

Cieszy mnie, że coraz więcej szkół rezygnuje z zadań domowych. Tym bardziej, że badania naukowe wcale nie wykazują jakoby lekcje domowe miały pozytywny wpływ na dziecko.

A więc koniec z ciężkimi plecakami, krzywymi kręgosłupami i stresem związanym z zapomnianym zadaniem domowym!

piątek, 2 września 2016

Dam Ci jagód ze dzbanecka



 

 
Jesień zbliża się wielkimi krokami, a ja biegam po lesie za jagodami. Dlatego tez podzielę się z Wami moim dziecinnie prostym przepisem na jagodowe smoothie. Nie masz świeżych jagód mogą być mrożone. Koktajl ten jest prosty, pyszny i pełen antyoksydantów.

 


Składniki:

Szklanka jagód

Szklanka jogurtu naturalnego
 
1 banan


 
Jagody myjemy i wrzucamy do miksera razem z kawałkami banana i jogurtem. Wszystkie składniki miksujemy około 40 sekund na jednolity płyn. Gdyby wyszedł mam za gesty możemy dodać mleka lub kefiru. Podajemy zaraz po przygotowaniu.

Życzę smacznegoJ